02.02.2007 :: 19:26 :: Komentuj (17)

Dieta idzie w miarę. Bardzo racjonalnie.
29.01.07 - 870 kcal [63kg]
30.01.07 - 1160 kcal
31.01.07 - 900 kcal
1.02.07 - 1230 kcal
2.02.07 - 1175 kcal

Odkąd schudłam zmieniłam się i to na gorsze. Sama to widzę. Czasami jestem wredna i niemiła. Jestem pewniejsza siebie przez co często opryskliwa. Stałam się uparta i czasami olewająca, tak jakby mój czubek nosa był najważniejszy :/ Kiedyś taka nie byłam. Byłam sympatyczną kulką, nie obrażającą się, zawsze uśmiechniętą i pragnącą żyć w zgodzie. Obecnie lepiej nie plątać mi się pod nogami :/ Wypadałoby mi się zmienić. Jak widać odchudzanie ma też swoje minusy, jednak minusy te nie każdego muszą dotyczyć.

Dopisek.
Dziewczyny jak możecie zostawcie mi swoje hasła na blogi bo przepiłam gdzieś moją liste :/



04.02.2007 :: 20:28 :: Komentuj (18)

Mam dla Was niezłe ciacho :) Tylko schrupać... mmmm... Te usta, te oczy, to spojrzenie... wymiękam... serio... Ten facet coś w sobie ma. Czuję się jak nastolatka hehe ;)))
Wentworth Miller
Oglądajcie "Skazany na śmierć" w każdą niedzielę o 20:00 na polsacie :)










08.02.2007 :: 11:52 :: Komentuj (9)

Ja też należę do szczęśliwców, którzy nie muszą czekać do kolejnej niedzieli by obejrzeć tego przystojniaka w akcji ;) Jestem w połowie drugiej serii. I z jednej strony chciałabym szybko to obejrzeć z ciekawości co się będzie działo dalej, a z drugiej strony nie chciałabym bo jak mi się skończą odcinki to co będę oglądać? :) To samo drugi raz? ;)
Dla zainteresowanych: Ściągnijcie sobie teledysk Mariah Carey - We Belong Together ;)
Od dobrych czterech lat żaden facet nie zwrócił tak mojej uwagi jak on, nie licząc oczywiście mojego faceta :) bo niestety ale trzeba odróżniać fantazje od realności :) hehe.
Strasznie podobają mi się faceci obcięci na jeża. Mają w sobie wtedy coś drapieżnego :) Mój Misiek zawsze obcięty był 1 mm a teraz postanowił zapuścić :/ Nawet moje marudzenie nic nie daje, że ma iść do fryzjera :p

















10.02.2007 :: 11:50 :: Komentuj (13)

Jak dieta? Po japońsku: jako-tako :) Jem jakoś 1200 kcal. Czasem mniej, czasem więcej. Gdybym nie jadła słodyczy byłoby super. Waga nadal 63 kg :)



13.02.2007 :: 22:06 :: Komentuj (6)

Chce mi się coś tu napisać ale nie bardzo wiem co, więc będzie o głupotkach :)
Wczoraj kupiłam sobie miedziano-złoty pasek za 12 zł ;p Będzie mi fajnie pasował do białych spodni (do których muszę przychudnąć), białej bluzki i butów na szpilce w tym samym kolorze co pasek :) Jeszcze przydałaby mi się torba biała albo też coś w kolorze miedziano-złotym, choć biała byłaby praktyczniejsza bo do wszystkiego pasuje. Od kiedy schudłam uwielbiam biały kolor :) Co z tego, że narazie jest zima, co z tego, że muszę najpierw przychudnąć do białych spodni zanim je ubiorę i co z tego, że do lata pasek w kolorze miedziano-złotym może wyjść z mody ale Madzia już sobie wszystko wymyśliła w główce i zrealizowała :d
Jutro WaleWTynki ;) Jak macie zamiar spędzić ten dzień? :) Ja z Miśkiem mamy zamiar zjeść kolacyjkę przy lampce afrykańskiego wina. Ciekawe jak takie wino smakuje :)
Co z dietą? No idzie :) Czekam na efekty i gdy się pojawi 62 na pewno dam znać :)
A wczoraj zbiłam siostrze kubek :/ Wyleciał mi z rąk... a jak spadał to sobie myślałam "zbje się czy się nie zbije?" Chwilę później miałam już odpowiedź...
Aaaaa, no i byłam dziś u okulisty, a później poszłam wybrać sobie okulary. 6 lat temu jak po raz pierwszy kupiłam sobie okulary nie bardzo mi one podpasowały. Jakoś nie czułam się w nich... to tak jakbym chodziła w za małych butach i miała ciągle świadomość, że mam je na nogach i mnie cisną. Oby z tymi było inaczej. Myślałam też o soczewkach... Rok temu byłam na nie napalona - obecnie jakoś mi przeszło ;) Okularki nadadzą takiego innego wyglądu, taka mała zmiana wizualna :) Jak coś zawsze można soczewki sobie sprawić :)
Coś jeszcze?
Nieeee... Myślę, że na dziś głupotek starczy :)
Udanych Walentynek i dużo miłości :) Papa.



15.02.2007 :: 18:53 :: Komentuj (12)

Ehhh... te Walentynki i dzisiejszy Tłusty Czwartek wszystko mi popsuły. W Walentynki jeszcze sobie daruję ale dziś to już za dużo. Fakt, że dziś zjadłam tylko (albo aż) 1,5 pączka, ale nazbierało się innych rzeczy, nawet nie wiem kiedy i jak :p
7.02.07 - 920 kcal
8.02.07 - 1240 kcal
9.02.07 - 1240 kcal
10.02.07 - 605 kcal i zero słodyczy :) wow!
11.02.07 - 970 kcal i zero słodyczy :)
12.02.07 - 910 kcal i zero słodyczy :)
13.02.07 - 990 kcal i zero słodyczy :)
14.02.07 - 1250 kcal + wino
15.02.07 - 1370 kcal :/
Waga się waha między 63 a 62, zależy jak stanę na wadze i o jakiej porze dnia ;) Idąc na kompromis wychodzi 62,5 ;p
Dobra... wyłożyłam publicznie wszystko kawe na ławe... i teraz albo pójdzie dobrze, albo zawale.



17.02.2007 :: 22:38 :: Komentuj (12)

Stokrodka, pytasz dlaczego nie wypisuje co jem. Otóż wypisuję ale nie tu. Wypisuję to dla siebie a nie dla kogoś. Jeżeli wypisuję to w swoim jednym małym kątku to mogę tam być szczera do bólu i wiem, że nikt mnie nie skrytykuje. A prawda jest taka, że nikt nie lubi krytyki. Jak kilka dni mi nie pójdzie to nie muszę się wstydzić przed Wami. Wypisuję jedzonko dla siebie, żeby wiedzieć jak moje odżywianie wygląda w ciągu dnia. I jeżeli mam to wypisywać tylko po to by dostać komentarz, że fajnie mi idzie, a przy okazji ominąć te 2 cukierki, które wpadły mi gdzieś tam niechcący to moim zdaniem to jest bezsensu. Wypisujmy to dla siebie i nie okłamujmy się, na dobre nam to wyjdzie. Czasami dostane komentarz od kogoś, kto wszedł tu pierwszy raz, przeczytał ostatnią notkę i wypowiada się na temat mojego odchudzania. Wiem, że idealne ono nie jest, ale nie można wysuwać wniosków na podstawie jednej notki. Przecież jestem już tu prawie 2 lata, coś osiągnęłam i wiem co robie, choć nie zawsze jest to słuszne z zasadami diety. Wiem, że oprócz liczby kalorii ważna jest też jakość jedzenia. Ale ja nie chcę się katować i ograniczać się we wszystkim. Chcę jeść normalnie, ale jednocześnie ograniczyć trochę ilość spożywanego pokarmu. Nie będę na śniadanie jeść wasy z pomidorem jeśli nie mam na to ochoty. Wolę zjeść kromkę normalnego świeżego chleba, bo wiem, że prędzej czy później i tak się na niego rzucę. A po co się rzucać jak można jeść wszystkiego po trochu. Nie chcę wmuszać w siebie samych warzyw na obiad bo to ma mało kcal. Chcę od czasu do czasu zjeść normalny obiad i schabowego. Od jednego schabowego dupa mi od razu nie urośnie. Swoje już schudłam, z czego jestem bardzo dumna i chciałabym te wagę utrzymać jak najdłużej. Dla lepszego samopoczucia i zmieszczenia się w spodnie na lato chciałabym zgubić jeszcze jakieś 4 kg. Ale spokojnie, zdążę jeśli tylko się postaram. Do czerwca trochę czasu jest, więc niech choćby 1 kg schodził na miesiąc to będzie super. Znam swój organizm i już doświadczyłam, że jak przez tydzień ograniczam się tylko do tego co jest wskazane w diecie a nie słucham swojego organizmu na co ma ochotę to później 2 tygodnie zawalam. Tak więc ja wolę jeść nawet te 1200 kcal dziennie, pozwolić sobie na świeże pieczywo, normalny obiad i coś słodkiego niż katować się a później nadrabiać z nawiązką. Fakt, że kiedyś umiałam 3 miesiące jechać na 600-800 kcal, ale to było kiedyś. Ważyłam 78 kg, organizm inaczej reagował, ja byłam inaczej zmotywowana. Dziś też jest inaczej. Większość z Was wie, że im bliżej celu tym trudniej się zmobilizować. Tak sobie myślałam, że jak mam dobić do 57 kg a później przytyć do 68, to ja wolę zostać na 62 i nie przytyć. Waga... czasami sobie myślę, że walka o niższą wagę to praca syzyfowa... przyjdzie nam rodzić dzieci to i tak nadrobimy 15 kg :/ Ale wiem, ze to złe myślenie. Trzeba brać pod uwagę teraźniejszość. I tutaj apel do wszystkich dziewczyn, które chciałby by schudnąć, ale do tych, które naprawdę tego potrzebują, nie do tych co ważą 55 kg a chciałyby 45 przy wzroście 170 cm - walczcie z nadwagą bo to polepszy wasze zdrowie i samopoczucie ale róbcie to z głową.
I tak chyba nie wszystko przekazałam co chciałam. Dużo mam myśli, ale nie umiem ich przelać na papier, żeby miało to ręce i nogi. Nigdy dobra w pisaniu nie byłam. Notką tą nikogo urazić nie chciałam - to tylko moje myśli.
Miała być inna notka. Miało być bardziej rutynowo. Coś w stylu... Wczoraj zjedzone 700 kcal a dziś 1190 kcal + basen.



21.02.2007 :: 12:34 :: Komentuj (10)

18-tego zaszalałam z jedzonkiem ;) 19-tego bilans zawaliłam 5 dużymi cukierkami ale byłam na basenie więc dzień w miarę :) Wczoraj była impreza w domu więc dużo pysznego jedzenia... nic więcej pisać nie muszę. A dziś Środa Popielcowa i post. Miałam zamiar bardzo mało jeść ale czuję, że tęsknię za ruszaniem żuchwą :/ Nie tyle, że jestem głodna ale mam ochotę czegoś posmakować, co jest bez sensu. Na śniadanie była sałatka z kapusty pekińskiej i wielu innych składników. A przed chwilą zjadłam 2 banany i mandarynkę.
Na wadze 63/62 kg.



22.02.2007 :: 18:49 :: Komentuj (10)

Kurde... zaczęłam i nie mogę przestać jeść :/ Wczoraj ładnie dzień zaczęłam ale źle skończyłam. Dziś podobnie choć mniej kcal ale i tak za dużo, w sumie 1500 kcal.
Kto oglądał "Rozmowy w toku" o chudzielcach? Nie chciałabym być tak chuda. Takie 59 kg by mi w zupełności wystarczyło, tylko dlaczego tak trudno się ponownie zebrać? 2kg schudnę, 2 kg nabieram, schudnę i nabieram i takie to bez sensu w koło Macieja to samo. A to przecież nic trudnego. Wystarczy jeść 1000-1200 kcal dziennie i tracić przynajmniej 1 kg miesięcznie, a już w czerwcu będę ważyć 59 kg. Proste, nie?
Odebrałam okularki :) Już dawno nie widziałam tak wyraźnie ;) Oprawki są czarne, takie na pół, od dołu na żyłkę, a zauszniki są czarno-białe :)

P.S. Mam wyrzuty sumienia :(



25.02.2007 :: 21:51 :: Komentuj (13)

Uwaga, będę narzekać...
Chujowo jest :( Bardzo. Nie zaliczyłam ważnego egzaminu. W indeksie mam prawie same 5-ki i 4-ki, wszystko pozdawane w pierwszym terminie, tylko do tego egzaminu mam jakiegoś pecha. Poprawka myślałam, że mi dobrze poszła - a nie zdałam :( I nie wiem dlaczego. Miałam wszystko napisane, na każde pytanie. Konsultowałam się też z dziewczynami, które miały ten sam zestaw pytań co ja, napisały to samo - one zdały, ja nie :( Widocznie ktoś musiał iść na warunek... szkoda, że padło na mnie :( Z tych zajęć, z ćwiczeń miałam same 5-ki i 4-ki. Nie musiałam chodzić na końcowe zaliczenia bo miałam dobre oceny i byłam aktywna na zajęciach. Na każde zaliczenie czy pytanie byłam przygotowana jako jedna z nielicznych, bo innym się uczyć nie chciało, ani razu nie ściągałam a reszta jechała jak mogła i egzamin zdała :( W tej szkole jest okropna niesprawiedliwość. Teraz będę mieć warunek, muszę wpłacić 1600 zł za przyszły semestr i nie mam gwarancji, że zdam, bo po tej pani profesor wszystkiego można się spodziewać (ćwiczenia mieliśmy z kimś innym). Jak będzie chciała ulać to uleje, wystarczy zadać pytanie, żeby student się zamotał :( Jestem przerażona. Materiału jest full, tyle, że nawet chyba nie da się wszystkiego na raz nauczyć bo się miesza w głowie i już nie wiadomo co do czego jest. Wynikiem poprawki byłam rozczarowana. Myślałam, że zdam, czułam, że napisałam dobrze a tu taki psikus. Widocznie moja praca trafiła nie w tę rękę. Chciałabym zobaczyć jaki błąd popełniłam, co napisałam źle, a może gdzieś się walnęłam ale strach iść do profesorki, żeby nie pomyślała sobie, że podważam jej autorytet. Nie daj Boże by tak pomyślała i mnie zapamiętała - miałabym wtedy przechlapane, z resztą już jestem w niezłym bagnie :( Ryczałam przez dwa dni, tak bardzo boli mnie ten fakt, a jeszcze bardziej się boje czy dam rade :(
Poza tym czuję się samotna, sama samiuteńka. Nie mam przyjaciół :( Rodzice nie rozumieją. Mam jeszcze swojego Miśka, ale on ma swoje problemy. I tutaj się różnimy, bo gdy ja mam problem chcę się wygadać, ponarzekać, chcę żeby ktoś ze mną ponarzekał, pocieszył, przytulił, a on gdy ma problem zamyka się w sobie, odizolowuje się. Jest mi źle i przykro. Misiek mnie dziś rozczarował. Mieliśmy się spotkać, byliśmy wstępnie umówieni na wieczór bo wcześniej miał iść do cioci a on nic. Nie dał żadnego znaku życia, nie napisał żadnego smsa z wyjaśnieniem, zawiadomieniem, że dziś się nie spotkamy :( Ogromnie mi smutno, chciałabym z kimś pogadać kto mnie zrozumie a nie mam z kim i może właśnie dlatego postanowiłam swoje uczucia i emocje wylać tu na blogu... chyba po raz pierwszy napisałam taką notkę...



28.02.2007 :: 22:37 :: Komentuj (6)

Co u mnie?
Jeśli chodzi o egzamin to nic się nie zmieniło... nadal mnie to męczy - dlaczego ja? :( Dzień, w którym odbędzie się zaliczenie (najprawdopodobniej ustnie!!!) będzie koszmarny, a stresu jak za cały rok. Szczerze to nie wyobrażam sobie tego dnia, tego zaliczania, tego jak to w ogóle będzie. Nie wyobrażam też sobie jak ja wkuje ten cały materiał + jeszcze coś, nie wiadomo co, bo nie wiadomo co jej przyjdzie do głowy i czego zechce jej się pytać :( Na pisemnym zawsze można wziąć jakieś ściągi a na ustnym lipa, wszystko musi być w główce. Obecnie jestem na rehabilitacji przed- i pooperacyjnej i jeszcze duuuużo przede mną :(
W marcu miałam iść odrobić ostatnie 4 tygodnie praktyk, które mi zostały, więc w zeszły poniedziałek (26.02.) byłam zapytać, o której i kiedy mam się stawić. Powiedziano mi, że zacznę dopiero od 5. marca, a nie od 1. jak myślałam. Powiedziałam, że wolałabym wcześniej jeśli można by było (ze względu na ten niezdany egzamin, zrobię te praktyki i skupie się na nauce, a może czegoś się dowiem na tych praktykach co przyda mi się na zaliczeniu). Z marszu dano mi fartuch i klapki i takim oto sposobem jestem już na praktykach :)
Praktyki jak narazie sprzyjają diecie i do tego mam sporo ruchu :) 5 godzin na nogach + spacer na i z praktyk (dobre 30 min umiarkowanym tempem). Do tego raz czy 2 razy w tygodniu basen :) Ważność karnetu mi wychodzi i to zmobilizowało mnie do pływania mimo zimy i chłodnych dni, choć ostatnio na dworze jest ciepło :) Lubię pływać, nawet bardzo :)
23.02.07 - 840 kcal - bez słodyczy :)
24.02.07 - 1150 kcal - bez słodyczy
25.02.07 - 780 kcal - bez słodyczy
26.02.07 - 500 kcal - bez słodyczy
27.02.07 - 700 kcal - bez słodyczy
28.02.07 - 900 kcal - był kawałek ciasta imieninowego Taty :)
Waga waha się między 63 a 62 kg.
Ważenie będzie w najbliższy poniedziałek jeśli dieta będzie szła w miarę.
Dziś rodzice zaprosili sobie gości bo tatko ma imieniny. Zjadłam więc z tej okazji kawałek ciasta :) Później dogryzłam trochę mięska z golonki (ale naprawdę tylko troszkę) i teraz mi jakoś dziwnie, nie wiem czy to z głodu czy przez to mięsko. Razem wyszło 900 kcal. A tak to przez cały czas siedzę w swoim pokoju by mnie jedzenie nie kusiło.
Zaczynając pisać notkę nie wiedziałam co napisać... i widzicie jak się ładnie rozkręciłam ;)
3majcie się i do napisania :)





Po to się je, aby żyć, a nie po to żyje, aby jeść!


Ja: Madzik
Wiek: 24
Wzrost: 169 cm

kwiecień '05 - 78 kg
listopad '05 - 60 kg
marzec '06 - 58,5 kg
czerwiec '07 - 70 kg
październik '08 - 79 kg

Zasady:
=> 1000-1200 kcal
=> nie jeść po 19:00
=> nie jeść słodyczy
=> ćwiczyć, pływać

=>One<=

1000
Agu
Agu2
Agu3
Alex
Anastazja
Aniutek
Asia212121
b-n-b
Betitka
BezSilna
Będzie-szczuplejsza
Blog-Z-Wierszykami-Miłosnymi
brightness
Być-idealna
Carmenkus
Chce-być-piękna
Cremona
Diablontkowy
Duża-dziewczyna
Gruba Berta
Grubasek
ispe
Katye
Konefka
Lalka
Lalka-Scar
Linka
Little girl
Maddie
Madziora
Malomownaa
Marta
Michell-e
Miskkaa
Mosiek
Nesta
Niunia
NoBOTak
Ona bloxuje
Ona bloxuje2
Panna Niczyja
Patience
Po_prostu_Iwona
Porcelain
Po szet aj my
Samotna
SamotnA
SamotnaKobieta-Ania
Saphir
Schudnac-na-zawsze
Spelnic-marzenia
Spełniona
Dietowo
StokroDka
StokroDkaMadchen
TEA
Ozyneczka
Unbeliveble
Unnamed-girl
UnG
Skosztuj
Wiola
ZimnyKamien
Zmienić wszystko
Zouzelina
Zuzaaa
MY WSZYSTKIE :)

Linki:

dieta.pl
http://ownlog.com/
Licznik kcal
Gry karciane-super!
BMI
Szablony
Tabela kalorii
Następna tabela kalorii
Kolejna tabela kalorii
Kaloriator
Diety
Ćwiczenia
"6" Weidera Psychodietetyka Odchudzanie


Archiwum
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


lay by Maddie