01.05.2005 :: 09:47 :: Komentuj (5)Po imprezie :)
Wczorajszy dzień był odstępstwem od diety. Zdecydowanie.
Ale dzisiaj wracam już do moich (naszych) kalorii i to nastowiona do nich bardziej rygorystycznie!
Ha, tylko ciekawe czy mi to "rygorystycznie" wyjdzie hehehe :p
Dzisiaj mój mężczyzna powiedział, że schudłam, że widać :) :D No i o to chodzi, żeby było widać :) To mnie zmobilizowało jeszcze bardziej do dalszej walki :))) Dziękuję Kotku :*
Poza tym sąsiadka mnie nie poznała :p Powiedziała: "Nie poznałam Cię, jakoś inaczej wyglądasz, schudłaś..." :D i git :)
Rano wypiłam soku trochę (38 kcal)
Obiad: mały schab i trochę bigosu (230 kcal)
Kolacja: jabłko (90 kcal)
Razem: 358 kcal
Ruch: 300 półbrzuszków i teraz idem na rowerek bye :)
02.05.2005 :: 14:23 :: Komentuj (10)Jestem dzisiaj nie do życia. Czuję się okropnie. Spać mi się chce, oczy mi się same zamykają, nie mam siły sie ruszyć i chodzi za mną deser lodowy. Właśnie ze sobą walczę... nie chce deseru, nie chce lodów, bita śmietana jest strasznie kaloryczna, po co ci 500 zbędnych kalorii, NIE CHCE!!!
Chodze dzisiaj ciągle głodna. Na śniadanie zjadłam dwa chlebki wassa light z wedlinką i pomidorkiem (100 kcal). Za chwile byłam znowu głodna więc zjadłam jabłko (50 kcal). I za moment znowu jeść mi się chciało. Zjadłam mini bułkę ze śmieciami w środku :p (150 kcal). Zobaczymy co przyniesie wieczór...
NIE CHCE DESERU! ! ! NIE CHCE LODÓW! ! !
NIE CHCE DESERU! ! ! NIE CHCE LODÓW! ! !
18:50
Chusteczkowy dzień :( Do dupy jednym słowem :( Z dietą okay, ale wszystko inne do bani. Chyba dopadł mnie dołek. Łeb mnie boli bo mam gorączkę, czuje się i wyglądam jak pół dupy za krzoka :( Wszystko mnie denerwuje. Nawet moje dwie najlepsze kumpele, z którymi tak świetnie czas mi płynie, wyprowadzają mnie z równowagi. Masakra. Wkurza mnie ich gadanie i ten cholerny pesymizm. I to chyba od nich załączył mi się ten podły nastrój :[
O 16:00 skonsumowałam troche schaba (110 kcal), a na kolację zjadłam pół bułki z czymś tam (100 kcal)
Podsumowywując... razem 510 kcal. Nie jest źle :)
Mam nadzieje, że jutro będę czuć się już lepiej.
Aha, nie zjadłam lodów, powstrzymałam się :D
Papatki :)
P.S.Musiałam zjeść teraz bułkę bo brałam lekarstwo a nie bierze się lekarstw na pusty żołądek bo później krwawi tkanka śluzowa (przydają się wykłady z anatomii :p) To jest 700 kcal na dziś.
03.05.2005 :: 17:08 :: Komentuj (11)22-gi dzień diety...
*Śniadanko: jajecznica z 1,5 jajka :p + 1 chlebek wasa (200 kcal)
*Obiadek: 200 ml rosołku bez makaronu (80 kcal)
*Deser: kostka czekolady (24 kcal)
*Podwieczorek: 1 chlebek wasa z serem i wedlinką (95 kcal)
*Kolacja: kromka chleba (cieniusieńka), plasterek wedlinki, plasterek sera i ogórek konserwowy + jeszcze przed kolacją 2 kostki czekolady (175 kcal)
Razem: 574 kcal
Ruch: 300 półbrzuszków.
Nawet nieźle biorąc pod uwagę, że zjadłam trzy kostki czekolady :p
Zdrówko mi ciut nie domaga :( Gorączkę mam więc czuję się nie za fajnie. Przyszła dzisiaj do mnie kumpela i przyniosła mi princessę kokosową bym szybciej wracała do zdrowia :) Gest równie słodki jak ta princessa :) Ale jeszcze jej nie zjadłam (tej princessy, nie kumpeli :p) - poczeka sobie na sytuację, gdy będe mnieć straszną ochotę na coś słodkiego :)
Na dzisiaj koniec :) Jutro kolejny dzień zmagań :) Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za komenty. Moj dotychczasowy sukces zawdzięczam również Wam :) Buźka :*
04.05.2005 :: 17:48 :: Komentuj (6)Dzisiaj będzie krótko i zwięźle.
Byłam u lekarza. Jestem chora. Mam gorączkę. Jak to lekarz powiedział... "za szybko Madziu wiosnę poczułaś". Jako, że jestem chora pozwoliłam sobie dzisiaj na małą rozpustę :p Jeszcze przede mną kolacja, ale żywię głęboką nadzieję, że zamknę się w 900 kcal :)
Ruch: 150 półbrzuszków.
Do napisania jutro :) papa
P.S. Chyba jednak dobiłam do 1000 kcal :/ Ale od jutra biorę się za siebie :) Muszę całkowicie odsunąć słodycze na bok bo ostatnio coś za dużo sobie pozwalam :p
05.05.2005 :: 19:12 :: Komentuj (13)24-ty dzień diety...
Dzisiaj czuję się już lepiej :) Gorączka mi spadła, więc główka mnie już nie boli :) Zrobiłam dzisiaj 300 półbrzuszków i 10(!!! :p) pompek (oszukanych się rozumie :p). Siedzę sobie cały czas w domku i staram się uczyć, gdyż koła zbliżają się nieustannie :/
Wciągłam dzisiaj do mojego żołądka:
*Śniadanie (10:00): pół ciemnej bułki z serkiem hochland light (co z tego, że light jak kalorii ma tyle samo :p) i pół dużego jabłka - razem 210 kcal. Czułam, że się najadłam :)
*Śniadanie II (13:00): troche surówki koperkowej (15 kcal > )
*Obiad (16:00): brązowy ryż z jabłkami (190 kcal)
*Kolacja: pół ciemnej bułki ze serkiem i drugą połówkę tego wielkiego jabłka :p (210 kcal)
Razem: 625 kcal :)
Kolacja musi być później bo biorę tabletki, a niezdrowo jest łykać prochy na pusty żołądek. Więc wolę zjeść jedną skromną kolację później niż dwie skromne kolacje - wcześniej i później :p No coż, jestem narazie zmuszona do jedzenia grubo po 18 :( Ale po zjedzeniu kolacji nie idę spać przez następne 3 godziny by mój żołądek miał czas na trawienie :)
06.05.2005 :: 21:09 :: Komentuj (12)Witka :) Najpierw to chce Wam Dziewczyny podziękować za miłe słowa w komentarzach :) Naprawde przyjemnie robi się w serduszku, gdy czyta się takie opinie :) Dzięki i buziaki dla Was :* :)
A teraz chcę poinformować, że nie mam dzisiaj weny do sklejania zdań :/ Chcę coś napisać, wyjaśnić ale nie umię ułożyć zdań jasnych i logicznych :/ Motam się sama we własnych myślach i poglądach :p Tak więc za nieskładne komentarze i dzisiejszą notkę sorki :p
Obiecałam sobie, że do niedzieli - włącznie - ograniczę się do 500 kcal. No i co? Nic, tylko to, że narazie mi to nie wychodzi :p - normalka. Nie powinnam sobie nic obiecywać bo później i tak robie wszystko inne a nie to co powinnam :/ Cała JA :p Zjadłam dzisiaj 725 kcal... Na tę sumę złożyło się:
*Śniadanie: pół grejpfruta i serek bakuś waniliowy (150 kcal)
*Obiad: no właśnie, na obiad były kopytka... nie mogłam się oprzec... byłam głodna i do tego kocham kopytka :) Tak więc mój obiad to 450 kcal !!! (tyle to mogłabym zjeść przez cały dzień a nie tylko na obiad...)
*Kolacja: jabłko i 1 wasa z plasterkiem wędlinki (125 kcal)
No... I JESTEM GŁODNA!!! kutfa no!!! i co ja mam zjeść takiego by mi ilość kalorii już nie wzrosła? NIC. Ale NIC nie ma smaku i nie zabija głodu :( ehhh...
Dobra... ide wode pic... duuuuuużo wody :p
Tymczasem, papatki :)
07.05.2005 :: 18:48 :: Komentuj (9)26-ty dzień...
Czy ja naprawdę tak mało jem? Hmm... myślałam sobie nad tym i stwierdzam, że ja mało nie jem :) Dzisiaj zjadłam 830 kcal. Rzadko się zdarza, żebym zaprzestała na 350 kcal, baaardzo rzadko. A jak już się to zdarzy to tylko dlatego, że akurat był taki dzień sprzyjający nie jedzeniu :) Głodówek nie stosuje bo wiem, że i tak mi one nie wychodzą.
Druga sprawa... ćwiczenia. Staram się codziennie robić półbrzuszki, skakać na skakance a ostatnio postanowiłam robić choć kilka oszukanych pompek, gdyż wzmacniają mięsień piersiowy większy a tym samym podnosi się biust do góry :) Zgadzam się w Wami, że ćwiczenia ujędrniają ciało. Od 3 listopada 2004 do konca marca 2005 chodziłam na aerobik 3-4 razy w tygodniu + do tego basen raz w tygodniu i widziałam jak świetnie ruch i gimnastyka działa na ciało. Jednak w tym czasie jadłam normalnie dlatego też moja waga ani drgnęła. Teraz staram się ćwiczyć w domu, a jak jest ciepło iść na rowerek czy basen :) Ostatnio moje zdrówko niedomagało, głowa mi pękała od gorączki więc odpuściłam sobie skakanie na skakance. W sumie jakbym chciała to tych ćwiczeń w domu też mogłoby być wiecej ale cóż, nigdy nie mówiłam, że jestem bardzo sumienna :p
A wracając do dzisiejszego dnia... cały dzień siedzę w książkach i kserówkach. Mój grzeszek dzisiaj to lody i czekoladka merci. Ten ruch kosztował mnie 200 kcal. W ogóle dzionek mam cały poprzestawiany :)
*Śniadanie było jak obiad: kopytka - jeszcze te wczorajsze (nie mogłam się oprzeć, no nie mogłam!) i sok (380 kcal)
*Obiad wyglądał jak deser: pół pomarańczy (30 kcal), lody i merci (200 kcal) :///
*Kolacja była na szczęście normalna: kromka chleba z wedlinką, sałatą i pomidorkiem + sok (220 kcal)
Tak więc jak sami widzicie mało dzisiaj nie zjadłam :) 830 kcal.
Ruch jak narazie: 500 skakanek, 230 półbrzuszków i 12 oszukanych pompek :p - c.d. 180 półbrzuszków, 40 wymachów na każdą nogę, 19 pompek.
A teraz mykam polookać na wasze blogi i zorientować się jak idą wasze dietki ;) Bye.
08.05.2005 :: 19:56 :: Komentuj (7)Ciężki dzionek za mną ufff :)
Koła poszły do przodu więc jest super :) A, że jest super to jadę za tydzień na komunię i się naaaaajem :p hihi
Zjadłam dzisiaj:
* 190 g jabłka - 95 kcal
* 180 g marchewki - 63 kcal
* 4 sucharki - 160 kcal
* sok Kubuś bananowo - cytrynowy - 171,6 kcal
* ciepła kolacja - 200 kcal
* kajzerka - 120 kcal
Razem 810 kcal. WOW!
Byłam tez dzisiaj na basenie :) 60 min robiłam to co lubię - pływałam :)
+ 150 półbrzuszków :)
Czuję się zmęczona...
09.05.2005 :: 15:46 :: Komentuj (14)28-my dzień...
Robie jeden poważny błąd - jem słodycze :( Fakt, że nie wciągam po całej czekoladzie czy tez całej paczki ciastek ale jem :( 4 kostki czekolady to już 100 kcal, jedno czekoladowe ciateczko już 91 kcal. Nie zdąże się obejrzeć i już 200 pustych kalorii pochłoniętych :( ehhh... Wiem, że powinnam całkowicie odstawić słodycze no ale jak kusi to co ja biedna mam zrobić? Poza tym widzę, że na początku diety było mi łatwiej odmówić sobie pewnych rzeczy. Ostatnie dwa dni to już w ogóle zaszalałam... oj Madzia co się z Tobą dzieje?
Dzisiaj:
* jabłko (55 kcal)
* kawałeczek twixa i czekoladka merci (120 kcal)
* mała kromka chleba (40 kcal)
* kapusta przyprawiona coś w podobie bigosu ale to nie był bigos :p (190 kcal)
* 3/4 grejfruta (30 kcal)
* trochę chrupek kukurydzianych
Razem: ok 470 kcal :)
Ruch: 200 półbrzuszków, 10 o-pompek, 120 machnieć nogami (60 na jedną nogę), 50 razy bioderka w górę :)
P.S. Dziewczyny jaki jest Wasz średni spadek wagi na tydzień? :) Z góry dzięki za odpowiedzi :)
10.05.2005 :: 15:51 :: Komentuj (15)Jestem pełna podziwu dla osób, które dają rade głodówce :) Ja tak nie umię... :(
Zjadłam już dwie mini bułki z wędliną z kurczaka (300 kcal) a teraz wcinam chrupki kukurydziane :/ (170 kcal)
Poćwiczyłam też 30 minut z tej stronki ->
http://www.modeling.pl/ :)
Zaczyna wkurzac mnie ta dieta :/ Tego nie rusz, tego nie dotykaj, tego Ci nie wolno, to ma za dużo kalorii, cholera! ile mozna sobie odmawiać. Chrznione chrupki kukurydziane mają full kalorii. KutfA! najlepeij to w ogóle nie jeść :/ Jeszcze miesiąc nie minął od początku mojej diety a ja mam już chwile wątpliwości :( Czasami już sobie myślałam... wale to wszystko, rzuce te całą dietę, mam faceta, który - jak twierdzi - lubi mnie taką jaka jestem i luz! ALE... no właśnie ale jak sobie pomyślę, że już kilka kilo jest za mną, że idą wakacje, że jeszcze tylko troszkę i osiągnę swoje cele to z zaciśniętymi zębami wracam do walki. Czasami po prostu wymiękam, nic zjeść nie mogę, chlebki wasa poszły na bok bo jak na nie patrze to mam odruch wymiotny :/ Chce pizzy, deserów lodowych, wafelków w czekoladzie, kalorycznych ciastek i tortów!!!!!! Ale nie mogę ;(
Dzionek zakończyłam czekoladką merci i małym kawałeczkiem babki drożdżowej :/ Bilans na dzieś: 600 kcal
Bez sensu :(
Znowu w życiu mi nie wyszło...
11.05.2005 :: 20:03 :: Komentuj (8)30-ty dzień...
Od jutra zacznie się drugi miesiąc mojego odchudzania :)
Piję sobie właśnie czerwoną herbatę... od miesiąca pijam tylko taką i zaczynam mieć jej dosyć :/ nie smakuje mi już :/
Dziękuję za komentarze i słowa wsparcia :) W sumie macie racje, wczoraj może i nie było tak źle. Fakt, że zjadłam sporo słodkiego wprawił mnie w taki podły nastrój. Dzisiaj myśle, że było lepiej :) Choć nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca.
*Śniadanie: 2 chlebki wasa z wędlinką i pomidorkiem (120 kcal)
*Obiad: ryż z jabłkami i trochę duszonego udka kurczaka - ale to zabrzmiało :p (370 kcal)
*Wieczorkiem nie zjadłam nic konkretnego, dlatego nie można tego nazwać kolacją. W między czasie skubnęłam trochę pomidora, trochę wedlinki i szczypiorku (50 kcal?)
Razem: 540 kcal :)
I nadal nie wiem jak liczyć kalorie ryżu :/ Dzisiaj policzyłam jako że 100g ryżu gotowanego z jabłkami ma 150 kcal. A jak Wy przeliczacie ryż? Jak możecie podajcie jakąś zależność :) Dzieki i do napisania :) Bye!
12.05.2005 :: 17:14 :: Komentuj (9)Tak... dzisiaj zaczęłam drugi miesiąc diety :)
Waga schodzi wolniutko... nie mogę dobić do tej 70-tki :/ Poczekamy, zobaczymy.
Jak narazie ładnie mi idzie :)
*Śniadanko (10:00): 2 chlebki wasa ze serkiem i pomidorkiem (90 kcal)
*Obiadek (13:15): cieniusieńki kawałeczek chlebka i mały kotlet rybny (150 kcal)
*Kolacja (17:00): duże jabłko (90 kcal) i ogórek konserwowy (10 kcal)
Podliczmy... 340 kcal :)
I nawet głodna nie jestem :) Ale jutro napewno zjem więcej bo jadę do szkoły i muszę mieć siły by przetrwać ten ciężki dzionek :)
Wczoraj wieczorkiem ćwiczyłam 40 minut z siostrą a dzisiaj się zobaczy, jak narazie rano było 150 półbrzuszków :)
Buziaki :)
Dopisek (18:45) - Za szybko pochwaliłam dzionek...
*Dogryzek: ćwiartka jabłka (20 kcal) i sucharek (40 kcal)
Razem 400 kcal.
17:55-18:25 ćwiczonka :)
DŻEM - "DO KOŁYSKI"
Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi
Bo nie jesteś sam
Śpij, nocą śnij
Niech zły sen cię nigdy więcej nie obudzi,
Teraz śpij
Niech dobry Bóg zawsze cię za rękę trzyma
Kiedy ciemny wiatr porywa spokój,
Siejąc smutek i zwątpienie
Pamiętaj, że
Jak na deszczu łza,
cały ten świat nie znaczy nic, a nic
Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil
Najlepszą z twoich chwil
Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia,
Żeby umieć żyć
Bez znieczulenia, bez niepotrzebnych niespełnienia
myśli złych
Jak na deszczu łza,
cały ten świat nie znaczy nic, a nic
Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil
Najlepszą z twoich chwil.
13.05.2005 :: 14:00 :: Komentuj (14)32-gi dzień diety....
No tak, zaraz będę zbierać się do szkoły. Dzisiaj koło z prądów. Uczyłam się ale chyba nic nie umię. Głupie te prądy... związane z fizyką... a ja za tym przedmiotem nigdy nie przepadałam... natężenie, częstotliwość, statyczne i dynamiczne pole interfernecji bleah :/
Jadłospis:
*Śniadanie (9:30): 2 chlebki wasa, pół koteleta rybnego, trochę sałatki z pomidora (156 kcal)
*Drugie śniadanie (12:30): 20g bułki z pastą rybną (100 kcal), deser - piernik (84 kcal).
*Obiad (14:00): 100g makaronu z serem (150 kcal)
*Kolacja: serek bakuś (125 kcal)
Razem: 615 kcal.
Jak coś się zmieni to będzie korekta ale mam nadzieje, że nic nie ulegnie zmianie :) Oby...
A teraz mykam :) Papatki.
P.S. Właśnie założyłam spodnie, które przed dietą były na mnie dobre, nie luźne, nie ciasne. Teraz - lecą mi z tyłka :) jupiii :D
14.05.2005 :: 16:38 :: Komentuj (14)Jak w tygodniu nie mam co ze sobą zrobić tak w weekend jestem strasznie zabiegana i na nic czasu nie mam.
Dzisiaj byłam od rana w sql...
Koło niezaliczone :(
Nie udało się...
Ale uda się za tydzień :D
Ze szkoły prosto do sklepu...
Kupiłam spodnie czarne na kant...
Jutro jadę na komunię...
Będzie dużo jedzenia... ojjj dużo
Nie wiem czy powinnam się :) czy :(
Okaże się jutro co to bedzie się działo :)
Jedzenie...
Rano - mini kanapka (65 kcal)
W sql - banan (120 kcal), jabłko (50 kcal), marchewka (17,5 kcal)
Obiad - zupa pomidorowa z ryżem (180 kcal)
Deser - pierniczek (84 kcal)
Na kolację planuje zjeść pół jabłka (25 kcal) i marchewkę (44 kcal)
Razem: 585,5 kcal
Jeżeli coś ulegnie zmianie będzie korekta :)
=>Nic nie uległo zmianie więc nie było korekty :)
15.05.2005 :: 21:39 :: Komentuj (5)34-ty dzień...
Była komunia i po komunii.
Było dużo jedzenia, dużo żucia i dobrze, że reszta jedzenia została tam... daleko :p
Konsumpcja skończyła się przed 18 :)
Ufff... dobre i to :p
Pożarłam coś około 1600-2000 kcal :/
A jutro wracam do mojego skromnego jedzenia :)
Jak mnie rodzinka zobaczyła była aż zdziwiona, ze tak schudłam :D Myślałam, że od tych miłych słów obrosnę z dumy w piórka :p
Imprezka była ok :)
Zobaczyłam całą rodzinkę w komplecie :)
Jeden kuzyn przypakował, drugi kuzyn zapuścił brzuszek hihi i jest luzik :)
A teraz chwila prawdy:
* Śniadanie: kanapka
* Obiad: trochę rosołu, frytki, mały schab, dwie pyzy, łyżka sosu
* lody
* 1 Tofifee i 1 czekoladka z bombonierki
* malutki kawałek szarlotki
* niecałe ciastko z kremem
* 1 tymbark, 3 literatki soku i 1 literatka coca-coli
WOW troszkę tego było... ale mogło być więcej a nie jest :) Trzeba widzieć plusy :p Mogłoby być więcej o kawałek tortu, o różne rodzaje ciast, kiełbaski, szaszłyki i bigos. Ale jednak ja to ominęłam i tym sposobem zjadłam 2000 kcal a nie 3000 :) Wiem... jestem genialna :p
Cały czas nie siedziałam, dużo chodziłam więc coś nie coś się spaliło :) Ale teraz wypadałoby jeszcze poćwiczyć... tyle, że ja już dzisiaj nie mam siły, jestem zmęczona więc wątpię, żebym zmusiła się do jakichkolwiek ćwiczeń.
Dziewczyny dzięki za słodkie komentarze :) Jesteście kochane :* A teraz lecę zobaczyć co się dzieje u Was :)
Bye :)
16.05.2005 :: 16:25 :: Komentuj (7)DOCZEKAŁAM SIĘ!!! :)))) WAGA POKAZUJE 70 KG!!! JUPIII :D
Teraz byle do III-go celu :D
Jedzonko:
* Śniadanie (11:00): 5 miniaturowych rzodkiewek (az 1,8 kcal :p), pół jabłka (37,5 kcal), 1 delicja (54 kcal)
* Obiad (14:45): trochę rosołu (71 kcal)
* Kolacja (17:30): dwa chlebki wasa z twarożkiem wiejskim (135,5 kcal), 1 delicja (54 kcal)
* chrupki kukurydziane
420 kcal - jeżeli coś ulegnie zmianie będzie korekta :)
19:00-19:30 - ćwiczonka :)
No i jest mała korekta... otóż dozeżarłam jeszcze chrupek kukurydzianych! To cholerstwo jest takie lekkie i wydawałoby się, że mało kaloryczne... a tu dupa! Będzie ogółem 500 kalorii pochłoniętych...
17.05.2005 :: 10:55 :: Komentuj (16)36-ty dzień diety...
A mi chyba zaczyna odbijać :/ Dzisiaj na śniadanko zafundowałam sobie pół ciemnej bułki z żółtym serem (180 kcal) i... UWAGA! LODY! (300 kcal!) I takim oto sposobem już przed godziną 11 uzbierało mi się 480 kcal. No po prostu jestem genialna :////
12:00-12:30 ćwiczonka
15:30 - pół ciemnej bułki z żółtym serem (170 kcal). Jak ja tęsknię za żółtym serem, tak bardzo go lubię, że mogłabym go jeść tonami!!! ale niestety... jest to produkt zabroniony w czasie diety... i jak już to trzeba go spożywać rozsądnie, w minimalnych ilościach ;( Co za ból... :p
17:00 - Zeżarłam pierogi... dużo pierogów!!!
Bilans na dzieś 1200 kcal. Bez komentarza.
Po co ja jadłam dzisiaj te lody???
18.05.2005 :: 16:01 :: Komentuj (8)Wstałam o 8:30...
Było u mnie moje Słonko :)
Powkurzałam go troszkę :p
Przytuliłam :D
i poszedł zakuwać...
Później byłam w trasie po mieście...
Odebrać mamę...
Zabrać mamę...
Zawieść mamę...
i przywieść mamę do domku :p
Siekło mnie coś dzisiaj na sprzątanie w półkach :p
Spodnie, które były na mnie za ciasne są OK :D
Fajnie :)))
*Śniadanie (10:00): pół ciemnej bułki z wędlinką (150 kcal)
*Obiad (14:00): ciut zupy szczawiowej bleah :/ (40 kcal)
*Kolacja (17:00): pół ciemnej bułki z żółtym serem (185 kcal) i pół jabłka (32,5 kcal)
Razem: 407,5 kcal + ryż preparowany... i już mamy 450 kcal :)
Ćwiczonka też dzisiaj były :) A wczoraj był nawet aerobik i dzisiaj czuję jak mnie ręce od machania bolą :p
19.05.2005 :: 12:02 :: Komentuj (15)38 dzień diety....
Na śniadanko sobie zaszalałam :) Zjadłam pół bułki z wędlinką i żółtym serem (250 kcal). Mówie wam jaka pychotka. Dawno już nie czułam takiego smaku :) Mniam mniam :) Później mamcia dała mi kawałek wafelka (55 kcal) Też był pycha :P Ale coś za coś... dzisiaj będzie skromna kolacja. Przynajmniej postaram się by była skromna :p
Godzina 16:00 - obiad: 6 kopytek (150 kcal), malutki schab (100 kcal) i 1 delicja (54 kcal).
Razem 609 kcal i do końca dnia tylko woda i czerwona herbata :)
Ruch: 50 min spacerku i 40 min ćwiczeń :)
A jakby tak wyglądać... mmmmm :) Jak narazie to tylko marzenie...
P.S. Fajne spodenki ma :)

20.05.2005 :: 15:11 :: Komentuj (10)Taaaaa ja sobie moge TYLKO pomarzyć o extra figurze jak ja będę na obiadki jadała schaby i kopytka :/ Dlaczego ja to tak uwielbiam? Poza tym mam ochote na wafelka... princesse kokosową... wiem, że u mnie w domu taka leży... i mnie dzisiaj kusi... biała czekolada... smak kokosu... dlaczego ja tak uwielbiam wafelki? Rany!!!
Do szkoły dzisiaj nie pojechałam bo są juwenalia i zajęcia zostały odwołane :) Żałuję tylko, że nie będzie mnie tam, na imprezie :( No cóż, taki urok studiów zaocznych :( W tamtym roku byłam na juwenaliach i było extra :) Browarki... muza... znajomi... git :) Miło wspominam :) Widzę jeden plus, ze mnie dzisiaj tam nie będzie, a mianowicie taki, że nie wypiję browarków, a co za tym idzie nie pochłonę dużo pustych kalorii :D Dzisiaj i tak już zeżarłam sporawo :p
Na południe byłam z Miśkiem w mieście na spacerku i na zakupach :) Tzn ja byłam na spacerku, on na zakupach :p więc troszkę kalorii się spaliło :) A i ćwiczonka dzisiaj też będą - muszą :)
Chwila prawdy:
*Śniadanie (9:30): 1 chlebek wasa light z białym serkiem (40 kcal) i półtora (nie takiego co po nim pociąg jeździ :p) kruchego ciastka (100 kcal) - wrrr znowu ciasteczko :/
*Przed obiadkiem: szklanka soku pomarańczowego (84 kcal)
*Obiad (14:30): schab (200 kcal) i kopytka (225 kcal) -
aż mnie głowa zabolała od tych liczb.
*Kolacja: ??? - oby NIC ale tak się pewnie nie da, za wcześnie był obiad :(
22:40 - ćwiczonka były, a kolacji nie było i jest suuuuuuper :)
Bilans na dzieś: 649 kcal
21.05.2005 :: 20:31 :: Komentuj (5)
40-ty dzień diety...
Na początku wydawałoby się, że dzionek zamknę w ok. 300 kcal... a jednak dobiłam do ok. 500 kcal, a wszystko przez to, że jak przyjechałam ze szkoły to zjadłam kolacje. Ale myślę, że źle nie jest :) Żadnego słodycza dzisiaj nie tknęłam :) To jest plus :)
*Śniadanie (8:00): pół ciemnej bułki ze serkiem białym
*W sql (17:00): pół ciemnej bułki ze serkiem topionym
*W domu (19:00): dwa chlebki wasa, plasterek chudej wędlinki, troszkę serka śmietankowego, 3 plasterki pomidora, 6 plasterków ogórka, 100ml soku.
Dzisiaj ciężka noc przede mną... noc z anatomią... ciekawe czy dam rade... ciekawe czy nie rzucę książki w kąt i nie pójdę spać :p
Dziękuję Wam dziewczyny za komentarze, za Wasze opinie i miłe słowa :)
Trzymajcie się i do napisania :) pa!
22.05.2005 :: 19:35 :: Komentuj (12)
Wczoraj uczyłam się anatomii do 1 w nocy... prawie, że na śpiąco. Nauczylam się oka, ucha zewnętrznego i ucha środkowego... a na zaliczeniu dostałam do omówienia ucho wewnętrzne... i poległam :p Ale to było do przewidzenia. Jak się nie nauczę wszystkiego to dostaję właśnie to czego nie umiem - normalka :) Za dwa tygodnie będę próbowac dalej :) Ale zaliczyłam kineze na 4 :) A za dwa tygodnie mam nawał kół: co najmniej 6! :/
Właśnie jestem po basenie... czuję się padnięta.
Dzisiaj też sobie pojadłam... przyznaję się bez bicia. Zjadłam 1000 kcal w tym biały chleb i... ciasto :/
* 9:00 - dwie cienkie kanapki z serem, pomidorkiem, ogórkiem i rzodkiewką (300 kcal)
* 12:00 - mała kanapka z wedlinką (150 kcal)
* 13:00 - tymbark (95 kcal)
* 17:00 - jogurt jogobella (150 kcal)
* 19:00 - 1 chlebek wasa z wedlinką i pomidorem, ciasto :/ (300 kcal)
No i jest jak jest... a dzisiaj to za ciekawie nie jest :/
Muszę się wyspać!
Muszę się wziąść troszkę za te moją diete bo coś czuje, że mi się wymyka spod kontroli :/
Wiele rzeczy musze ale większość z nich przychodzi mi z trudem... to jest tak zwany LEŃ :/
24.05.2005 :: 19:25 :: Komentuj (10)
Krótka przerwa w diecie...
Wczoraj pojechałam do Konina i właśnie wróciłam. Wczorajszy i dzisiejszy dzień to zdecydowanie odstępstwo od diety. Jadłam same pyszności :)
23.05.05r.
*Śniadanie: dwa chlebki wasa z pomidorem,
*Obiad: mięsko, ryż, ogórek,
*Kolacja: 3 bardzo kolorowe kanapki :)
*Dodatki: piwo, kompot jabłkowo-rabarbarowy, 5 czekoladek z bombonierki, cukierki.
24.05.05r. czyli dzisiaj
*Śniadanie: 2 małe parówki i 2 kolorowe kanapki,
*Obiad: kurczak z grilla z sosem czosnkowym,
*Dodatki: pepsi, sok, 2 cukierki, 2 ciastka.
I dzisiaj już bez kolacji.
Ale sobie dojadłam. Dlatego nie od jutra lecz już od tej chwili wracam do moich kalorii i walki z tłuszczykiem!
Rany jaka ja jestem najedzona... zaraz chyba pęknę :/
26.05.2005 :: 18:12 :: Komentuj (3)
Wrrr... diete wzięło pal licho :/
Wczoraj (25.05.05) diety nie było, za to była pizza, frytki, deser lodowy i browarki. Zajefajny zestaw jak na diete, nie?
Do 16 jakoś się trzymałam... mała kanapka i jabłuszko... i dopiero później zaczeły się kaloryczne szaleństwa.
Dzisiaj...
dzisiaj myśle, że było lepiej niż przez te 3 ostatnie dni.
*Śniadanie: mała kanapka,
*Obiad: same schaby, bez niczego, tak po prostu :) Były robione przeze mnie, a moje schaby są mniaaam :) Nie ma to jak skromność :p
*Kolacja: szklanka kompotu własnej (czyt. mojej) roboty :) Też był miodzio :) "Był" bo właśnie się skończył buuu :(
Nie wiem ile to wszystko miało kalorii, nie wiem jak liczyć kompot, nie wiem ile schaba zjadłam... po prostu jadłam :p
Dziewczyny... jeżeli myślicie, że Wam coś nie poszło w diecie przeczytajcie moje ostatnie 4 dni. Zaraz Wam się humor poprawi bo przez ten czas wciągłam niemiłosiernie duuużo :p
Przydałby mi sie jakiś kopniak bym znowu wróciła do dietki. Kto mnie kopnie? :) Będę wdzięczna :)
20:30 - poproszę jeszcze jednego kopniaka za przed chwilą zjedzonego wafelka :/
Niech ktoś mi solidnie walnie w te pustą łepetyne :/
26.05.2005 :: 20:54 :: Komentuj (9)
Czas podjąć jakąś decyzję!
Zaczynam od nowa!
Podsumowanie: po 40-stu dniach diety zeszłam do wagi 70-69 kg
Teraz dąże do kolejnych moich wytyczonych celów. Najpierw 67kg, później 64kg.
Trzymajcie za mnie kciuki, żeby mi się tylko jutro nie odwidziało...
Wracam do czerwonej herbaty, chlebków wasa i liczenia kalorii.
Rezygnuję ze słodyczy!!!
Ćwiczę!!!
Idą wakacje, nie chce by sadło wylewało mi się ze spodni!
Już osiągnęłam sukces i osiagnę jeszcze większy!
Damy rade!
:)
27.05.2005 :: 23:52 :: Komentuj (6)
Dzisiaj króciutko... zaraz lecem lulać :)
Dieta dzisiaj OK :)
Zjadłam tylko kanapkę ze schabem, pomidorem, rzodkiewką, szczypiorkiem i ketchupem.
Hm... 300 kcal dzisiaj nie przekroczyłam :)
Jest git! :)
28.05.2005 :: 18:13 :: Komentuj (10)
Dzisiaj jak narazie też nieźle :)
*11:00 - ćwiartka bułki z wędlinką, pomidorem, ogórkiem, rzodkiewką, szczypiorkiem itd. - bardzo wiosennie (100 kcal)
*13:30 - dwa ciasteczka kokosowe Łakotki (85 kcal) Kutfa, miało nie być słodyczy!!!!!!! :/ wrrrr
Razem jedzonko ok 200 kcal.
Wypiłam jeszcze dwie szklanki kompotu, którego dzisiaj sama zrobiłam :D Pychota, mówie Wam :) I wychodzi na to, że te dwie szklanki tego pycha-kompotu miałyby mieć 390 kcal? wow!
Co do ruchu to byłam dzisiaj rowerkiem na działce :) Poopalałam się :) a od rana było bieganie po mieście, wiadomo - zakupy :)
No to dzieczęta... trzymajcie się cieplutko i pilnować diet! :)
Do napisania.
Bye!
29.05.2005 :: 23:35 :: Komentuj (7)
Wczoraj w moim mieście był koncert Dżemu a dzisiaj była Maryla Rodowicz :)
Nogi mnie stasznie bolą...
Od 15:30 jestem w biegu.
Reasumując ruchu było sporo :)
Rano na śniadanko był pomidor w śmietanie i małe jabłko.
A na obiadek mamuśka zrobiła duszone mięsko z cebulką i sałate w mixie ze śmietany, maślanki i kefiru :) Pychotka :)
Kolacja była na działce :)
Robiliśmy grilla :) więc zjadłam kiełbaskę, 3 kromki chleba i kawałak babki.
Do tego trzeba wliczyć soki, które wypiłam z pragnienia.
Było okropnie gorąco.
Ale dzięki słoneczku, które tak prażyło mogłam się opalać :)
Na i z dzialeczki przyjechalam sobie rowerkiem :)
Później na nóżkach na koncert.
I właśnie niedawno wróciłam :)
Teraz kąpanko i do wyrka :)
Już nie mogę doczekać się kiedy wtulę się w podusię i zasnę :)
Buziaki dziewczyny i pilnujcie diet! :p
30.05.2005 :: 16:27 :: Komentuj (12)
Nio dziewczyny, mam nadzieje, że wy o swoje diety dbacie bo ja dzisiaj coś za bardzo sobie poluzowałam :/
Aż wstyd napisać co zeżarłam :/
Zjadłam ok 1000 kcal:
* małe jabłko 50 kcal
* kawałek babki 150 kcal
* lody 300 kcal
* 2 ciasteczka-pierniczki 100 kcal
* mały kawałek mięska 100 kcal
* soki
* trochę pomidora w śmietanie 60 kcal
* kawałeczek kiełbasy 50 kcal
* jabłko 80 kcal
Tak bardzo chciałabym już nic nie zjeść dzisiaj...
Na szczęście dzisiaj troche ruchu też było :) Tradycyjnie na działeczkę pojechałam rowerkiem :) Tak więc było 45 min pedałowania :) Na działeczce korzystałam ze słoneczka :)
... bo fajnie jest być opalonym :)))
Tymczasem Miśki, papa :)
-----------------------
19:40 => Jestem beznadziejna :( Znowu zeżarłam jak świnia :( Cholera gdzie moja silna wola? Jestem wielki chodzący mamut, który nie potrafi odmówić sobie słodyczy buuuuuu :(
Zastanawiam się nad 3-dniową dietą owocowo-warzywną w granicach 200-300 kcal... Tylko 3-dniową bo później szkoła, koła... muszę mieć siły...
Muszę coś ze sobą zrobić! Tak nie może być! Nie chce być całe życie wielką słonicą :(((
Beznadzieja ;(
31.05.2005 :: 19:11 :: Komentuj (10)
Ehhh...
Nie ma się czym dzisiaj chwalić...
Nie robie żadnych postanowień bo one za nic na świecie mi nie wychodzą...
*Śniadanie: plaster arbuza (65 kcal)
*Obiad: kluski ze serem coś na podobieństwo kopytek (200-300 kcal)
*Kolacja: 4 delicje (200 kcal)
Ruch: dobre 2 godziny chodzenia po mieście -> zakupy.
Zmuszam się do nauki... ale i tak kiepsko mi to idzie...
Czasu na nic nie mam bo modlę się nad tymi książkami...
Dzięki dziewczyny za słowa otuchy i wsparcie :)
Postaram się Was niedlugo poodwiedzać :)
Papatki.