01.05.2007 :: 13:06 :: Komentuj (8)!!! Ispe, gdzie Twój blog? Gdzie Cię szukać? !!!
Wczoraj był taki dzień jaki powinien być przynajmniej przez następne 46 dni, albo i dłużej - nie będę narzekać :)
Zjadłam 930 kcal. Z grzeszków to było kilka chrupek kukurydzianych, więc luzik :) Po południu byłam z Misiakiem na rolkach 30 min - 200 kcal spalonych. Później byliśmy na spacerze niecałe 1,5 godziny - spalonych 160 kcal. A na 20 poszłam na aerobic wodny - według tabel spalonych 580 kcal. Podsumowując: 940 kcal spalonych i 930 kcal zjedzonych :) Dla mnie super ;) Zmieściłam się w 1000 kcal, tyle samo spaliłam ile zjadłam, słodyczy praktycznie nie było, a ostatni posiłek był kilka minut po 18 :)
Na wadze rano 63-62 kg w zależności jak na niej stanę. Wkurza mnie ta waga.
Dziś też poszło ładnie, choć wczoraj było ładniej, ale nie narzekam :) Zjedzone 880 kcal. Ostatni posiłek po 18. Dziś było dużo spaceru, min. 3 godziny :) Był jednak jeden malutki grzeszek. O 22 Misiek otworzył KitKata i podgryzłam mu 3 nieduże gryzy, a jak wróciłam do domu o 23 to zjadłam połówkę brzoskwini z puszki. Niby to nic ale jednak. Mimo to jestem dziś z siebie zadowolona bo już dawno nie było dnia żebym zjadła poniżej 1000 kcal. Jeszcze wytrwać tak 44 dni [marzyciel] :)
02.05.2007 :: 22:26 :: Komentuj (4)Dziś nieciekawie bo zawaliłam czekoladą, ale byłam na spacerze w mieście a później na basenie :) Zjadłam 1310 kcal, a spalone ok 600 kcal :)
04.05.2007 :: 16:05 :: Komentuj (1)Wczoraj źle, nawet bardzo źle i zero ruchu :/ A dzisiaj ciąg dalszy. Jest po 16 a ja na koncie mam juz lekko 1200 kcal :/
05.05.2007 :: 14:29 :: Komentuj (7)Ale jestem zła na siebie, zła na te słodycze. Czy ja po prostu nie potrafię powiedzieć im NIE?! Na to wychodzi, że jednak nie potrafię :(
Wczoraj było 1400 kcal. Na szczęście ostatni posiłek był przed 19 - chociaż to poszło ok. Od rana byłam u babci i myłam okna więc trochę kcal spaliłam.
A dziś już na koncie 1060 kcal. Gdybym tak dzisiaj już nic nie zjadła... [marzyciel]
07.05.2007 :: 14:14 :: Komentuj (10)Ziooooomy zdałam egzamin warunkowy na 4 :))))) Jestem niesamowicie szczęśliwa. Tyle stresów co ja się najadłam przez ten egzamin to przez całe studia nie miałam. Ale już po, uffffffff, teraz mogę na spokojnie zacząć uczyć się do zbliżającej się sesji. Aleee fajnieee, mówię wam :) :D
Co do diety to po japońsku - jako, tako. 5-ego zjadłam 1300 kcal, ale wieczorem byłam na basenie :) Fajnie się pływało :) I wczoraj tyle samo - 1300 kcal. A dziś rano zjadłam plaster ananasa, a na obiad tortellini - wiem, nie za dietetycznie ;p
Razem: 1340 kcal
Teraz jestem pod euforią zdanego egzaminu, jeah :)))))
09.05.2007 :: 10:31 :: Komentuj (18)U mnie właśnie się rozpadało.
Wczoraj śniły mi sie papierowe pieniądze: złotówki, dolary, euro itd. Podobno jak się śnią papierowe pieniądze to na straty. Sobie pomyślałam: Łe tam pierdoły. Później o tym zapomniałam i poszłam do miasta. Weszłam sobie do sklepu obejrzeć sukienkę z wystawy bo mi się spodobała. I co? Wyszłam ze sklepu z zakupem. Wprawdzie nie z tą sukienką co była na wystawie, bo pani powiedziała, że to jest mała 40stka i się na pewno w nią nie zmieszczę :/, lecz z inną - czarną, do kolan, na ramiączka :) Będzie w co się ubrać na wesela. A szykują się już dwa i nie wiadomo czy czasem nie trzecie. Interpretacja snu można powiedzieć, że się spełniła. Bo do miasta nie poszłam w celu robienia zakupów, lecz tylko przez nie przechodziłam kierując się w stronę Urzędu Pracy. A wracając do domu wstąpiliśmy z Miśkiem do netto i kupiliśmy sobie po pyyyysznym ciachu z budyniem, truskawką, brzoskwinią, ananasam i winogronem :)
Na 14 umówiona byłam do fryzjera. Skróciłam włosy i takich krótkich to jeszcze nie miałam. A na początku czerwca pójdę sobie zrobić pasemka :)
Co do diety to wczoraj w ogóle mi nie wyszła - uzbierało się dobre 1500 kcal, co oczywiście odbiło się na dzisiejszej wadze, która powoli wraca znów na 64 kg :/ Mi to się wydaje, że ja już nic nie schudnę, ale za Was trzymam cały czas kciuki :)
13.05.2007 :: 19:09 :: Komentuj (9)A ja sobie choruję.
Wczoraj obudziłam się z bólem gardła, a o 15:00 miałam gorączkę i czułam się fatalnie. Byłam tego dnia w szkole i musiałam zwolnić się z masażu bo nie byłam w stanie funkcjonować. Głowa mnie bolała, zimno mi było - wszyscy na krótki rękaw a ja w kurtce siedziałam i się trzęsłam. A z psychiatrii to nic nie wiem, odliczałam tylko minuty do końca zajęć. Zajechałam do domu od razu wzięłam polopirynę, wypiłam herbatę z miodem, zjadłam kanapkę z czosnkiem i siup do wyrka. Zasnęłam o 20:30 a dziś wstałam o 11 i czuję się zdecydowanie lepiej niż wczoraj.
Złe samopoczucie nie przeszkodziło mi jednak w jedzeniu ;p Nawet sobie popuściłam, bo skoro jestem takie chore biedactwo to należy mi się kilka ciasteczek na poprawę nastroju :)
Liczbowo:
09.05. - 1100 kcal
10.05. - 1190 kcal
11.05. - 1120 kcal
12.05. - 1285 kcal
13.05. - 900 kcal
Tak sobie dzisiaj pomyślałam czy warto schodzić na dietę 800 kcal, szybko schudnąć i przez następne lata życia ciągle się pilnować, czy nie lepiej normalnie jeść i troszkę ograniczyć się z jedzeniem by waga powoli spadała a jednocześnie by nie przyzwyczajać organizmu do małych dawek energii. Dopiero teraz rozumiem gadanie osób, które mówiły, że nie warto jeść tak mało. Tylko dlaczego to jest dla mnie dopiero teraz takie oczywiste?
Gdzieś wyczytałam, że osoby przechodzące na dietę niskokaloryczną i do tego nie uprawiające sportu po pięciu latach ważą więcej niż przed odchudzaniem. No zobaczymy czy za 3 lata będę ważyć powyżej 78 kg... Rannny, nie chcę!!!
Za tydzień w weekend szykuje mi sie 5!!! zaliczeń. Chyba zacznę się już uczyć :/ A z dobrych wiadomości jest taka, że jestem zwolniona z egzaminu z higieny za dobre oceny i wysoką frekwencję :D Fajnie :) Jedne stresy z głowy [jupi]
16.05.2007 :: 18:31 :: Komentuj (8)Słyszałyście te reklamę?:
"Śmierdzi, śmierdzi, strasznie śmierdzi"
hehehe Darcie :D [lol]
Diety raczej nie ma, bo tego nie można nazwać dietą:
14.05. - 1260 kcal
15.05. - 1570 kcal
16.05. - 1580 kcal
Zostało 29 dni a ja stoję w miejscu :[
"Śmierdzi, śmierdzi, strasznie śmierdzi"
hehehehehe
22.05.2007 :: 23:50 :: Komentuj (9)Hej wszystkim :)
Nie piszę bo nie mam o czym. Sesja się zaczyna, kilka zaliczeń już za mną, kilka zaliczeń przede mną + egzaminy i pod koniec czerwca obrona pracy licencjackiej. Mam co robić, nie nudzę się :)
Dieta mi nie idzie. W sumie to jej nie ma. Jem wszystko. Waga 63-64 kg. O 4 kg za dużo.
17.05. - 2050 kcal :/
18.05. - 1070 kcal
19.05. - 2000 kcal jak nie lepiej
20.05. - 1400 kcal
21.05. - 1450 kcal
22.05. - 1450 kcal
Wesele za 23 dni a ja stoję w miejscu. Najnormalniej nie chce mi się.
Czuję, że oddalam się od tego miejsca. Zaglądam tu codziennie i śledzę Wasze poczynania czytając blogi jednak mało komentuję. Kiedyś czułam się tu jak u siebie w domu, śród przyjaciół, czułam się tutejsza, miałam rozeznanie wśród motylków a teraz jakoś to mi się pozacierało. Pojawiają się nowe dziewczyny, patrząc na ich linki widzę, że już się znacie tylko ja taka do tyłu bo już nie łażę tak po całym necie. Zaglądam tylko do 'starych weteranów'. Może to dlatego, że oddaliłam się tez od diety. Brak mi motywacji. Chęci. Samozaparcia. Siły. Ja nie wiem...
Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Za to, że jeszcze tu wchodzicie i pamiętacie :) Powodzenia, muuuaaaaa :*
26.05.2007 :: 21:53 :: Komentuj (6)Jestem uzależniona :( Uzależniona od słodyczy. I poważnie piszę. Nie daję sobie z tym rady :( Nie ma dnia żebym nie jadła słodyczy, nie ma :( Nie potrafię sobie odmówić :( Codziennie a to ciastka, a to lody, a to czekolada, wafelki, ciasto, wszystko co ma słodki smak :( Dzisiaj wstałam i co zjadłam na śniadanie? 2 paski czekolady. Dopiero później zrobiłam sobie kanapkę. O 14 wrócił mój tata, przywiózł pyszne babeczki z budyniem i owocami. I co? No a jak - zjadłam, DWIE!!! :( Na obiad zjadłam zupę ogórkową, na kolację o 19 zjadłam kawałek chleba z wędliną, ogórkiem i sałatą. I na tym miło być koniec. O 20:30 przypomniało mi się, że są lody w zamrażalniku. Pomyślałam: Nie Magda, nie jedz, zjadłaś już 1250 kcal, na dziś wystarczy, zjesz lody zawalisz do końca. No i dałam na luz, ale za godzinę o 21:30 pomyślałam: No kurcze te lody cały czas tam są, mam na nie ochotę. I co? No a jak? Oczywiście, że zjadłam. Jak już zjadłam to przypomniało mi się, że w barku jest pysznych wafelek Grzesiek w czekoladzie, a ja kocham te wafelki! Pomyślałam (ale tylko przez chwilkę): Zjadłaś już lody, zostaw wafelka. Ale za moment: A co mi tam, zjadłam lody, zjem i wafelka. I pożarłam wafelka! A później mało myśląc poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę nie żałując sera i wędliny. Razem 1900 kcal :/ No i jeszcze muszę wspomnieć, że w ciągu dnia wypiłam 500 ml coca-coli (nie light, normalnej), a do tego tata kupił żelkowe dżdżownice i zjadłam 3! Kocham żelki :] Jestem beznadziejna :(
Moja siostra postanowiła się odchudzać. Dzisiaj jest 4ty dzień jak nie je słodyczy. Powiedziała sobie NIE i nie je, nie skusiły ją żelkowe dżdżownice, pyszne babeczki, lody, wafelki. Tylko ja jestem taka słaba. Przeklinam te słodycze! :( Tak bardzo chciałabym ich nie lubić :( Na odwyk mnie tylko ;(
Przed chwilą zjadłam kawałek karpatki ;((((((((((
23.05. - 1450 kcal
24.05. - 980 kcal
25.05. - 1680 kcal
26.05. - 2000 kcal ;(
28.05.2007 :: 17:40 :: Komentuj (9)Zła wiadomość:
Jak wracałam ze szkoły złapała mnie policja. Wkleiła 200 zł mandatu i 6 pktów karnych za przekroczenie prędkości. Shit!
Dobre wiadomości:
1. Chcieli mi wkleić 300 zł, ale skończyło się na 200.
2. Egzamin z niemieckiego zdałam na 5 :)
27.05. - 1180 kcal
28.05. - 760 kcal :)